07.07.2014

09. Cisza~

·•●narracja HyunSunga●•·

Wpadłem do szpitala jak opętany. Szybko skierowałem kroki ku sali SooRi, nie zważając na poczynania GimHae. Może byłem dla niego wtedy zbyt ostry, ale to było dla mnie niczym zdrada. Gdy mówiła o tym Nae, bolało jakoś mniej, w inny sposób. Okazało się, że jednak było za późno…
Czas dla mnie jakby stanął w miejscu. Nie mogłem się poruszyć. Tylko lekarze biegali obok mnie. Odwróciłem się za siebie nieufnie. Stał tam GimHae. Gdy tylko zobaczył moją twarz, zaczął uciekać. Ja nie miałem nawet siły, by biec za nim. W tej chwili byłem głuchy, lecz usłyszałem głośny huk i trzask kości. Wiedziałem, że to Młodemu coś się stało, dlatego ruszyłem przed siebie. Tyle chwil z życia mignęło mi przed oczami…
Nie mogło być tak, że tracę dwie najważniejsze osoby w ciągu jednej chwili. To było niemożliwe.
- GimHae! – wykrzyknąłem słabym głosem.
Przedzierałem się przez lekarzy jak i zwykłych ludzi. Zauważyłem grupkę ludzi zgromadzoną w kółku. „Tam na pewno jest GimHae!” – pomyślałem.
Rozepchałem się między tłumem i dotarłem do Młodego. Leżał płasko na plecach, a z jego lewej ręki sączyła się krew.
- Co się stało? – powiedziałem sam do siebie.
- Ten młodzieniec wpadł na ścianę, potem uderzył w stolik i upadł tak niefortunnie, że złamał rękę. – odpowiedział mi lekarz, który go opatrywał.
- Ale ta krew…
- Złamanie otwarte. W dodatku stracił przytomność. – mężczyzna spojrzał na mnie kątem oka. – Jesteś jego rodziną?
- Tak jakby, ale mogę zadzwonić do jego siostry.
Opatrujący tylko kiwnął głową. Błyskawicznie wybrałem numer do NeulHae i dokładnie streściłem jej wszystkie wydarzenia.
- Zaraz tam będę. – rzekła poważnym głosem.
Cofnąłem się, po czym usiadłem na kanapie. Wydawało mi się, że z sufitu zaczął padać śnieg. Wszystko zaczęło znikać, pokrywając się bielą.


·•●ten sam dzień, wieczór●•·

  Obudziłem się z okropnym bólem głowy. Pomrugałem przez chwilę, by poprawić jakość widzenia i o mało, co znowu nie zemdlałem. Leżałem na szpitalnym łóżku w jednej sali z GimHae. Chłopak miał na ręce gips. Zauważyłem też kilka szwów na obu rękach i twarzy, a głowę miał owiniętą bandażem.
- Musiałeś nieźle rąbnąć, Młody. – powiedziałem w jego kierunku z myślą, że może się przebudzi.
- HyunSung, dzięki Bogu, obudziłeś się! – przytuliła mnie NeulHae.
- Noona, co się stało? – zapytałem z wielką ciekawością.
- Twój organizm się tak jakby przegrzał psychicznie… Wyłączyłeś się. – wyjaśniała dziewczyna.
„Przegrzałem psychicznie? Nie rozumiem” – mruczałem do siebie pod nosem. Jednak najważniejsze dla mnie było, że GimHae jest jeszcze wśród żywych. Popatrzyłem na niego i jego słodkie usta. Ale zaraz… SooRi!
- Noona? Czy ona…? – poczułem, jakby coś złapało mnie za gardło i mocno ścisnęło.
Już po samej jej minie widziałem, że coś jest nie tak. Nie musiała już nic mówić, jej smutek odpowiedział sam za siebie.
- Przykro mi, HyunSung. – uśmiechnęła się do mnie gorzko, jakby w geście pocieszenia.
- A co z HyoKi i GonYoungiem?
Nae chyba nie spodziewała się tego pytania. Zdziwiła się, patrząc na mnie jak na osobę, która straciła rozum.
- HyeGi-unni mówiła coś o sądzie. Wydaje mi się, że chyba zostaną pozwani o nieumyślne spowodowanie śmierci.
- Co?! Nie mają do tego prawa! – zbulwersowałem się.
- Zmartwię cię, Hyun, ale mają. – oznajmiła. – Od początku byli jej opiekunami. Jako ktoś, kto sprawował nad nią opiekę, mieli o nią dbać i nie pozwolić…
- Nie możemy na to pozwolić. – oburzyłem się po raz kolejny. – Są przyjaciółmi, a przyjaciół się nie zostawia, noona.
- Nie możemy nic zrobić. – przejęła się.
- Mam pewien plan… - uśmiechnąłem się chytro.
GimHae i ja mieliśmy zostać wypisani następnego dnia około dwunastej w południe. Tak też się stało, aczkolwiek przez cały ten czas towarzyszyły nam Nae i Carolyn. Mała cały czas siedziała przy GimHae, a ja strzelałem za to fochy. Zaraz po powrocie do domu zadzwoniłem do rodziców i cała nasza trójka rozmawiała z nimi przez bardzo długi czas.
Po tych wszystkich wydarzeniach przestałem gniewać się na Młodego. Rozumiałem, co wtedy czuł. Przez kilkanaście lat, dzień w dzień patrzył jak SooRi się do mnie kleiła. Cóż, GimHae wytrzymywał to wszystko, by być ze mną bez przerwy. Był silniejszy niż się nam wszystkim wydawało.

·•●~●•·

     
Reszta wakacji minęła nam dosyć spokojnie, jednak byliśmy w żałobie. Za wszelką cenę próbowaliśmy się rozerwać. Pojechaliśmy nawet na plażę Eurwangni.

Mieliśmy zostać tylko na jedną noc i ranem wrócić, ale klimat tego miasta sprawił, że zostaliśmy na trzy dni.
Nawet NeulHae wczuła się w atmosferę i była zabójczo miła jak na swój charakter. Był czwartek, szesnastego sierpnia dwa tysiące dwunastego roku. Minęły dwa miesiące od śmierci SooRi. Dopiero dwa miesiące pełne płaczu, afer i kontrowersji.

Mój plan, by ojciec załatwił najlepszych prawników dla HyoKi i GonYounga się udał. Kim HyeGi i Park GonYoung mieli rozprawę sądową, która zaczęła się dziewiątego lipca i trwała aż do drugiego sierpnia. Oczywiście media rozgłaszały, że skończyła się tydzień po początku. Natomiast jedenastego sierpnia oboje wyjechali do Singapuru w celu rozpoczęcia nowego życia. HyoKi zaczęła pracę jako fotomodelka, a GonYoung poszedł na studia z muzykologii.
Mieli się ku sobie, nawet, jeśli się tego wypierali. Co z tego, że HyeGi była starsza od GonYounga? Wiek to tylko liczba, która nie powinna ustalać granic. Byli ze sobą szczęśliwi, a chyba to liczy się najbardziej.
      Udało mi się również znaleźć wspólny język z Nae. Aura naszego domu stała się o wiele bardziej przyjazna. Szczególnie dla GimHae, u którego we znaki dały się zaburzenia psychiki. Był pod stałą opieką psychologów, co za tym idzie – uraz znikał coraz szybciej. Brał też więcej antydepresantów, ale najwidoczniej wcale mu one nie przeszkadzały.
Powiedzieliśmy HyunShinowi i MinSung o naszym wyborze. Nie byli tym za bardzo zachwyceni, aczkolwiek NeulHae wzięła wtedy to w swoje rączki i nam pomagała. Uświadamiała ich, że jesteśmy dla siebie stworzeni i na początku też była temu przeciwna. Zżyliśmy się ze sobą jak prawdziwa rodzina. W końcu mogłem powiedzieć o Młodym „MOJE kochanie”, a o Nae żartowaliśmy, że jest moją szwagierką.
      Z Carolyn utrzymywaliśmy stały kontakt. Często ze sobą pisaliśmy i rozmawialiśmy. Gdy tylko mogliśmy, odwiedzaliśmy się. Rodzice również ją polubili, mówiąc o niej „Machin Enjel” czyli „Zwariowany Aniołek”. Jej matka – Kim Haoxiao – wydawała się rodzinną kobietą z wielkim poczuciem humoru.





Kolejne lato znowu należało do nas, tym razem w moim rodzinnym Mokpo. 

03.07.2014

08. Prawda~

·•●ten sam dzień, południe●•·

Wpatrywałem się w okienko do sali SooRi. „Niech ona się w końcu obudzi” – myślałem.
HyeGi siedziała na kanapie i wyglądałam na bardzo zaniepokojoną, a GonYoung, sam nie wiem, co wtedy robił. Serce SooRi biło stabilnie, jednak lekarze bali się o jej stan. Była wychudzona i strasznie przemęczona.
- Wybacz, HyunSung. To moja wina... – powiedziała HyoKi – Powinnam się nią bardziej opiekować.
- Hm? – odwróciłem się w jej stronę ze zmieszaną miną – Co masz na myśli, noona?
- Po waszym pierwszym spotkaniu powiedziała mi, że bardzo za tobą tęskni – patrzyła przed siebie, nawet nie mrugając – A ja to po prostu zignorowałam.
         Patrzyłem na nią jeszcze przez jakiś czas, po czym wyszedłem ze szpitala. Chciałem jak najszybciej dostać się do mojego domu. Miałem wrażenie, że minąłem GonYounga z papierosem w ustach, ale się nie zatrzymałem. Szedłem przed siebie pewnym krokiem. Spojrzałem na wieżowiec agencji SooRi bez jakichkolwiek emocji. Zatrzymałem się, wpatrując w przeszklone drzwi wejściowe.
- Hyung! Hyung! Tak się o ciebie bałem! – krzyczał GimHae.
Chłopak uwiesił mi się na szyi, co trochę bolało, bo był ode mnie tylko odrobinę lżejszy.
- Kocham cię, HyunSung i nigdy cię nie opuszczę, pamiętaj… - powtarzał, wtulając się w moje ramiona.
Trzymałem go mocno przy sobie, usiłując zrozumieć, co się dzieje. Był trzydziesty czerwca dwa tysiące dwunastego roku. Dzień po urodzinach Carolyn i niecałe dwadzieścia cztery godziny przed najgorszym dniem w życiu wielu ludzi.
         Po powrocie do hotelu zmieniła się pogoda. Słońce świeciło wysoko, a z nieba padał drobny, orzeźwiający deszczyk. Oczywiście takie połączenie wywróżyło tęczę. Była wielka, wydawało się, że otuliła cały Seul swoimi wyrazistymi kolorami. GimHae siedział w salonie przed oknem, oglądając krople – najprawdopodobniej te na szybie – a ja i NeulHae-noona rozmawialiśmy w kuchni.
- A więc mówisz, że SooRi jest w szpitalu? – odstawiła kubek z herbatą na stół.
- Cały czas o tym rozmawiamy, a ty dopiero teraz zdałaś sobie z tego sprawę?! – krzyknąłem lekko zdenerwowany. Ta kobieta przechodziła wszystkie granice. Mówiłem jej, ba! Nawet trułem, że Soo jest w krytycznym stanie, ona mi odpowiadała i dopiero teraz się obudziła?
- Nie martw się o nią, Hyun. SooRi jest silna. Pamiętasz jak miała problemy z odżywianiem? To było zaraz po tym, gdy dowiedziała się, że jednak dostała się do tej wytwórni. – mówiła spokojnie.
- Tak, dała sobie radę. Potem odniosła wielki sukces i o nas zapomniała… Ech, noona, czasem się zastanawiam, co oprócz ciebie i Młodego trzyma mnie na tym świecie.
- Nawet tak nie mów! Gdyby nie ty, strach pomyśleć, co by się z nami stało. Zrozum, dałeś mojemu bratu miłość, której nie dostał nigdy. – wypowiadając te słowa, patrzyła mi się prosto w oczy.
- To nie taka miłość…
- Często traktujesz go jak brata – przerwała mi – a on to docenia. Nie wiem, czy powinnam ci to mówić, ale zaryzykuję.
Dziewczyna szybko wstała, zamknęła drzwi do salonu i oparła się o nie.
- W moje urodziny trzy lata temu, ty, Młody, HyunShin (ojciec Hyuna), MinSung (matka Hyuna) i ja poszliśmy do restauracji, prawda?
- Z tego, co pamiętam to chyba tak… To były twoje pierwsze urodziny bez SooRi. – podrapałem się po głowie.
- Właśnie, bez SooRi. GimHae powiedział mi wtedy, że strasznie się cieszy, że jej nie ma. Mówił to z taką radością… - opuściła głowę, a jej ton stał się odrobinę płaczliwy.
- Do czego zmierzasz?
- Nienawidzi jej, bo zabiera mu ciebie.
         Po tych słowach, zachłysnąłem się herbatą, którą piłem. Było to dla mnie niemożliwe, wręcz absurdalne. Powiedziałby mi o tym, przecież mówił mi wszystko… GimHae traktował ją przecież niczym starszą siostrę. Nie raz powtarzał, że ją kocha jak rodzinę, a teraz coś takiego?
- Nae-noona, to nie prawd, mam rację? – otworzyłem usta ze zdziwienia.
- Niestety nie, chociaż też wolałabym, żeby było inaczej…
Nasza rozmowa urwała się właśnie w tym momencie. Ktoś zadzwonił do drzwi.
- Ja otworzę! – wydarł się Młody.
Wyszliśmy z kuchni jakby nie było żadnej rozmowy, z kubkami w dłoniach i uśmiechami na twarzach.
- Ni hao! Cześć wszystkim! – do mieszkania wpadła wiecznie uradowana Carolyn, jeszcze zanim GimHae zdążył otworzyć jej drzwi.
Nae zapulsowała żyłka na skroni, Młody poślizgnął się na tej felernej podłodze, a mi o mało, co nie wypadł kubek z ręki. Carolyn była dosyć bezczelna i nieznośna, jeśli się ją lepiej poznało.
- Czemu nie zamknąłeś drzwi,  Młody? – spytałem.
- Przecież ty ostatni wchodziłeś! – sfochał się.
- Oj, no chodź tu, mój głuptasie. – zacząłem go przytulać i całować.
Dziewczyny cały czas się uśmiechały. NeulHae dlatego, że była szczęśliwa z radości GimHae, a Mała była yaoistką. Ta, Carolyn i to jej yaoi… Zadziwiała nas bez przerwy. Oczywiście, pozytywnie zadziwiała.
         Zapadł upragniony wieczór. Było tak beztrosko, że zapomniałem o SooRi. Nie było to słuszne, ale cóż poradzić na tę moją głupotę? Wakacje się ledwo zaczęły, a my byliśmy już zmęczeni wszystkimi zdarzeniami. Musieliśmy się trochę rozluźnić. Z kim to wychodzi najlepiej? Oczywiście, że z  Carolyn Kim! Nasze maleństwo przyniosło z mieszkania Eurobiznes i graliśmy zaciekle aż do czwartej nad ranem. Młody jak zwykle wygrał, a Nae zbankrutowała na samym początku. To była nasza kolejna zarwana noc z Carolyn.

 ·•●ranek, trzydziesty czerwca●•·

         Byłem ledwo żywy, prawie jak po całej nocy na imprezie. Jednak musiałem wziąć się w garść i pójść do szpitala. Leniwie wskoczyłem pod prysznic, po czym jeszcze wolniej ubrałem się i zjadłem śniadanie. Była sobota, więc Nae była w pracy na pierwszą zmianę, która trwała od siódmej trzydzieści do piętnastej. Myślałem, że GimHae jeszcze śpi, zatem zachowywałem się tak cichutko, jak tylko potrafiłem.
- Hyung? Czemu nie śpisz? – w drzwiach do kuchni stanął zaspany Młody.
- Muszę iść do SooRi. – zacisnąłem pięści i zęby w duchu. – Chcesz iść ze mną?
Zabawne, a z drugiej strony żałosne, że chłopak nic nie wiedział o mojej rozmowie z NeulHae. Niestety, byłem pewny, że załamałby się, gdybym mu o wszystkim powiedział. Sumienie nie dałoby mu spokoju, a to skończyłoby się bardzo źle.
- Pewnie, HyunSung-hyung. – uśmiechnął się, powodując, że oczy zacisnęły się w łukowaty kształt, wiecie, taki do góry.
- Więc ubieraj się, kociaku! – odpowiedziałem mu z lekka gorzkawym chichotem.
         I tak się stało. GimHae był gotowy zanim zdążyłem wypić moją ulubioną herbatę z cynamonem. Siedziałem na krześle przy stole , przyglądając się na chłopaka. Miał taki łagodny, zakochany wzrok. Podszedł do mnie, po czym siadł na moich kolanach. Musnął moje wargi swoimi, pozostawiając mnie w niedosycie.
- Kocham cię, pyszczku. – ucałowałem go w czoło.
Było dopiero kilka minut po dziesiątej. Byliśmy do siebie mocno przytuleni. Już od naprawdę dawna nie byłem tak blisko z GimHae.
- To ja idę się ogarnąć, mrr. – puścił zalotnie oko.
Młody zrobił to, co miał zrobić w błyskawicznym tempie i wyszliśmy. Pospieszałem mojego ukochanego tak często jak tylko mogłem. W tych godzinach ulice Seulu aż roiły się od ludzi.
- Gdzie oni wszyscy idą? Przecież jest wakacyjny weekend. – parsknął Młody.
- Każdy człowiek ma własną drogę, którą chadza. Wiesz, co mam na myśli? – odpowiedziałem z ironicznym uśmiechem.
- Mhm, chyba tak…

·•●narracja GimHae●•·

         Stanęliśmy przed szpitalem. Nawet przez drzwi czułem znajomy zapach gabinetu lekarskiego. Zawsze przerażał mnie ten odór i sprawiał, że ciało było jak sparaliżowane. Kojarzył mi się ze wszystkimi badaniami, terapiami i lekami, z którymi poznałem się dawno temu, ale znajomości trwają nadal. Ogarnąłem wzrokiem minę hyunga. Wyglądał na wściekłego. Nie rozumiałem, czemu tak bardzo się o nią martwił. Nagle sobie o nim przypomniała i znowu go kochała? Przez nią mieliśmy tylko problemy. I może jeszcze miałem się dzielić Hyunem z tą wywłoką? Co to, to nie. To był mój hyung, a nie jej „oppa”
- HyunSung, muszę ci powiedzieć coś ważnego… - opuściłem głowę, zalewając się łzami.


No i w końcu dodałam! ^^ Najwidoczniej musiało minąć kolejne 8 miesięcy, żeby wena wróciła i nie pozwoliła mi spać po nocach. No, ale napisałam! Aż trudno uwierzyć, że jednak powróciłam z Zaświatów. XD Taak, po prostu musiałam pobyć sama, w ciszy i spokoju, a wakacje to najlepszy czas na taki odpoczynek. ♥ Dodam jeszcze grafikę spod mojego PFSX i lecę oglądać Kuroshitsuji *^*

03.11.2013

07. Marzenia...~

 - Hyung… Nie, nie mogę… - dotknął moich włosów delikatnym ruchem. – Nie chcę, żeby na tym polegała nasza miłość.
    Oparłem ręce obok jego twarzy i uśmiechnąłem się. Jego czekoladowe kędziorki opadły na moje palce. To tak przyjemnie załaskotało…
 - Hyun, kocham cię najbardziej na świecie. Nieważne, co się stanie, ja chcę być obok ciebie.
Nae uświadamiała mnie, że GimHae miał „syndrom sieroty” – szukał miłości w każdym. Nawet w osobach, które go nienawidziły i śmiały się z niego. To był wielki minus. Ufał nowo poznanym ludziom, by byli mili, a oni tylko chcieli o nim więcej wiedzieć… 
     Mógłbym tak bredzić godzinami i opowiadać tysiące historii, które kończyły się we wszelaki sposób: każdą bójkę kończącą się kłótnią z rodzicami (no bo czego ja uczę małego GimHae) chociaż zawsze ratowałem jego tyłek, każde „zakochanie” w wakacje spędzone nad morzem albo za granicą (nie tylko Młodego, ale i NeulHae i moje) i łażenie po Mokpo nocami, aż sąsiadka nie nakablowała rodzicom, że całuję „braciszka” w usta. Najśmieszniejsze były nocowania u SooRi. My – Nae, SooRi, GimHae i ja – mieliśmy przewagę liczebną i jej rodziciele nie mogli nas upilnować. Gdy Nae miała siedemnaście lat, ja miałem czternaście, SooRi miała trzynaście, a GimHae – dziesięć, nasze tematy się skończyły… Każde z nas było w innej klasie, ale trzymaliśmy się razem. Nae jako najstarsza nas uczyła, a my… a my oddawaliśmy jej nasze słodycze i tuczyliśmy ją nimi… Nigdy nie zapomnę, jak swoim sadełkiem złamała rękę chudziutkiemu i drobnemu GimHae.
 - HyunSung, czy znowu myślałeś o mojej złamanej ręce? – zapytał Młody. Znowu straciłem kontakt z rzeczywistością…
 - Emm… Czemu pytasz?
 - Uśmiechałeś się niczym psychopata – cmoknął mnie w usta.
 - Bo to było śmieszne, nie moja wina! – zaczęliśmy się śmiać.
    Położyłem się obok niego, po czym wziąłem go za dłoń. Przy nim zawsze robiło mi się ciepło w sercu. Lepiej, niż z SooRi...

·•●ranek następnego dnia●•·

    Otworzyłem lewe oko... Chwilę potem, bardzo powoli prawe... Odkryłem prawą nogę i poruszyłem palcami. Brakowało mi tylko Młodego leżącego na mojej drugiej nodze. 
     Niuchnąłem nosem... truskawki?! Sztuczne truskawki! Nae w moim pokoju! Fuck!
 - Czo ty robisz w moim pokoju, niewiasto?! – wrzasnąłem, chowając się pod kołdrą.
 - Cholera jasna, HyunSung! Nie strasz mnie! – Złapała się za serce. – Wącham twoje pierdy...
 - Czo ty pie...
 - Szukam czegoś na prezent dla Carolyn! Pamiętam, że kiedyś zostawiłam u ciebie mój wisiorek z napisem „Marzenia”... Schowałam go do twojej kosmetyczki, bo SooRi chciała mi go zabrać.
 - Dzięki, że mi przypomniałaś... A co Młody robi?
 - Śpi w moim pokoju. Rano go obudziłam i od tego czasu drzemie u mnie na podłodze. – Uśmiechnęła się.
     Zaczęliśmy rozmawiać o prezencie urodzinowym dla Carolyn. Były jej urodziny, a Maleństwo było najpozytywniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że popełniłem drobny błąd, myśląc w ten sposób o Carolyn...
Po śniadaniu zabrałem Młodego na zakupy. Tyle błyskotek i świecidełek, które pasowałyby do paczadełek Maleństwa, a tak mało kasy... GimHae wyprzedził mnie i kupił kolczyki w kształcie muffinek i perfumy o zapachu cynamonu. To nie fair! Nawet nie chciał mi pomóc znaleźć czegoś, co by się jej spodobało. Dreptałem od sklepu do sklepu w poszukiwaniu... Sam dokładnie nie wiedziałem czego... Dopiero w ostatnim sklepie, na wystawie wykryłem wzrokiem kuferek z lakierami do paznokci. Pastelowe, neonowe, matowe, brokatowe - do wyboru, do koloru! Było ich w kij i ciut ciut. Naliczyliśmy około dwudziestu sześciu... Ale sam kuferek się jej spodobał: różany z małymi kocimi uszkami, pyszczkiem i ogonem. Aegyo.
     Pierwszy raz w życiu byłem tak zmęczony zakupami. A GimHae zamiast mi pomóc nieść te lakiery, wypisywał SMS-y do Carolyn. Stracił chyba z połowę tego, co miał na koncie i nie dostał ani jednej odpowiedzi. 
Gdy weszliśmy do mieszkania, poczułem, że coś jest nie tak... Zostawiłem prezent na półce na korytarzu i wejrzałem do salonu. Na kanapie siedziała Nae, na jej kolanach trzymała głowę jakaś ruda dziewczyna a wokół leżały zużyte chusteczki.
 - Noona? Czo się stało? – zapytałem cicho. 
 - Och, HyunSung... Chodź do nas... – odpowiedziała zmartwiona.
Podpełznąłem do nich na kolanach i siadłem na przeciw... Carolyn.
 - Maleństwo, czemu płakasz? – Zgarnąłem włosy z jej twarzyczki.– Nie smutaj, Mała. Żaden powód nie jest warty twoich łez... Żaden.
 - Oppa, pokłóciłam się z rodzicami. Sprawiłam przykrość mojej mamie... Tylko dlatego, że chciałam zrobić urodziny w domu, a oni się nie zgodzili. – Przetarła łzę, która spłynęła po jej nosku.
GimHae od razu przytulił nasze jedyne Maleństwo, a my zaraz po nim.
    To właśnie w piątek, dwudziestego-dziewiątego czerwca pierwszy raz widziałem, jak Carolyn Kim płacze. Ale nigdy nie wolno się poddawać! Ogarnęliśmy zapłakaną Carolyn i wzięliśmy ją do ulubionej restauracji mojej matki. Zamówiliśmy tort oraz kilka potraw, jak to przy urodzinach. Na pierwszy rzut poszedł prezent od NeulHae, potem mój i Młodego. Oczywiście po niespodziance od GimHae wszystko pachniało cynamonem, nawet tort, a Happy Birthday zaśpiewali wszyscy goście. 
Wróciliśmy po drugiej w nocy, padnięci jak po całym dniu pracy. Mieliśmy jeszcze siły, by porozkładać kołdry i poduszki w salonie, bo przecież nasza solenizantka miała kaprys, by zrobić wieczór filmowy... 




·•●kolejny ranek...●•·

     Tym razem to ja obudziłem się pierwszy. Najwyraźniej spałem na gołym stole... Carolyn zakręcona w koce jak gąsieniczka na kanapie (a jej peruka obok mnie... Od kiedy Carolyn ma krótkie brązowe włosy?!). Nae-noona i GimHae chyba dawno nie byli tak blisko jak wtedy - Nae leżała na GimHae. No nie wiem, czy mu to wybaczę, bo byłem bardzo zazdrosny... 
     Było dopiero w pół do ósmej, więc nie budziłem śpiochów. Błąkałem się bez celu po całym pokoju, aż w końcu mnie oświeciło. Przecież mogłem pójść do SooRi i zobaczyć, jak ćwiczy układ do nowej piosenki. Napewno reszta się na mnie nie obraziła, a ja chciałem zobaczyć się z przyjaciółką. 
Szybko wybiegłem na dwór i ruszyłem w stronę wieżowca wytwórni SooRi. Jednej rzeczy mogłem się spodziewać – tuż za drzwiami stała HyoKi, jak zwykle w złym humorze. Na sam widok tej dziewczyny przechodziły mnie dreszcze... Grr...  
 - Witaj, HyeGi-noona –  przywitałem się od niechcenia. – Wiesz może, gdzie jest SooRi?
 - Cześć, Pedałku! Powinna być na dziesiątym piętrze. Ćwiczy taniec z GonYoung'iem – uśmiechnęła się pogodnie.
Odpowiedziałem tym samym. Może HyoKi nie była takim szatanem, jak mi się wydawało... Wcisnąłem guzik w windzie i czekałem, aż znajdę się u celu. Gdy drzwi się otworzyły, ujrzałem przemęczoną i wykończoną Soo wspierającą się na ramieniu swojego choreografa...
 - Aigoo! SooRi! – pomogłem im wejść do środka.
 - Nie chcę cię martwić, ale ja bym się o nią bał... – zaczął – Nie jadła od trzech dni i nie śpi już z dwa...
Spojrzałem w jej oczy. Wyglądały, jakby wołały o pomoc. Kąciki jej ust uniosły się bardzo powoli.
 - Hyun-oppa, dobrze cię widzieć – powiedziała cichutko –  Przepraszam za ostatni wieczór. 
 - Już dobrze, skarbie... – Pogłaskałem ją po głowie. – Hyung, zawieźmy ją do domu. Widzę, że jest źle.
 - Może do szpitala?
     Pokręciłem głową... Może Hyung miał rację... To, co zobaczyłem potem uświadomiło mnie. I pozostał tylko żal. Żal, który świadczył o miłości. 

I wtedy wybiła godzina zero...
I wtedy wszystko się skończyło...



A o to wróciłam! Bez żadnych planów na przyszłe rozdziały, ani koncepcji  „czo mam robić dalej?”. ;_;
Ważne, że po sześciu miesiącach w końcu dodałam 7 rozdział! Tak go planowałam i planowałam, ale gimbaza się zaczęła... a z nią wiąże się zakochanie w pewnym chłopaków (i kłopoty z tym związane ._.) i nawiązanie kilku przyjaźni. Oczywiście nowi ludzie i coraz gorsze nawyki! O>O Teraz kompletnie nie mam czasu ;____; Wstaję o szóstej, o siódmej czterdzieści mam busa (a jeszcze muszę pójść na przystanek), wracam po piętnastej albo po szesnastej, potem lekcje i trochę nauki... koniec dnia. A jeszcze trzeba się ogarnąć, bo w szkole muszę wyglądać, jak człowiek. xD Ehh... Zrobiłam jeszcze krótką zapowiedź ósmego rozdziału. To mój czwarty (może piąty...) filmik i nie wyszedł tak, jak miał wyjść. T^T Spieszyłam się, bo mam robić spaghetti dla całej rodziny. XDD

xoxo ~Jongsa. ♥

03.05.2013

06. “Obiecaj mi...„~

- SooRi! Co ty robisz?! - podniosłem się z jej ciała i usiadłem na chodniku przed wieżowcem.
- Kiedyś powiedziałeś... Że chciałbyś... - opuściła wzrok.
- To było kiedyś. Sama wiesz, co teraz jest.
- Masz rację. Przyjaźń może skończyć się miłością, ale miłość przyjaźnią - nigdy.
- My się nie kochaliśmy? SooRi, nie odróżniasz dwóch całkowicie innych rzeczy? - dotknąłem jej dłoni, którą trzymała na kolanie. - Kocham cię i ty o tym wiesz, ale jak siostrę. Proszę zrozum to...
- Hyun, lepiej będzie, gdy pójdziesz do domu. Porozmawiajmy jutro, dobrze? - otarła ręką łzę, spływającą po jej policzku i zamknęła drzwi.
   Zanim wstałem, samochód odjechał. "Skoro tak chce się bawić - to teraz gra się zacznie..." - wysyczałem przez zęby. Podniosłem się z ziemi, otrzepałem tyłek z ulicznego brudu  i ruszyłem do domu. Szurałem nogami tak głośno, że nawet nieżywy by się obudził. Szedłem do przodu, depcząc maluczkie żyjątka i kamienie.

·●chwila potem●·

- Familio, jestem z powrotem! - otworzyłem drzwi mocnym kopniakiem.
- Hyung! Tak tęskniłem! - wyleciał jak z procy GimHae.
- Nie było mnie parędziesiąt minut. Młody nie przesadzaj!
- Ale ja cię kocham! - Młody mnie przytulał i miętosił jakbym z wojny po latach wrócił.
- Gdzie jest Nae, ty mały skunksie? - odwzajemniłem uścisk.
- Że niby śmierdzę, surykatko?
- Zostawię to bez komentarza... Gdzie jest Nae?
- Powiem ci jak krowie na roli: Noona siedzieć w swoim pokoju i śpiewać dzika muzyka - cmoknął mnie w nos.
- Nie dość, że ty dziczejesz to jeszcze mnie chcesz zabić? - zrobiłem zażenowaną minę.
Młody pokiwał wolno głową i zniknął gdzieś w moim pokoju. Już się chciałem wydrzeć na całe gardło "Wypierpapier z mojej jaskini" ale zachrypiał mi głos.
- Come on girls! Come on boys! Come on, come on! Get your crayon, crayon! - skakał po moim łóżku. - Hyun ale by były jaja, jak by się to łóżko rozpierdzieliło!
- To byś spał z Nae - śmiałem się. - A ja bym twój pokój zajął.
- Nie-e! Z tobą hyung! I byśmy się miętosili... - zeskoczył na podłogę.
- Wolałbym nie - spojrzałem na niego z góry.
- Hyung, obiecaj mi... Że mnie nie opuścisz. Nie chcę być sam... znowu. A przecież wiesz, jak bardzo cię kocham.
    Z jego (co dziwne) przekrwionych oczu wypłynęły łzy. Przypominające krople deszczu łezki, spływające po chłopięcych policzkach. Och, ja brzmię jak rasowy pedofil, nieprawdaż?
- Ja ciebie też kocham - uścisnąłem go.
- Hyung, pocałuj mnie tak jak pierwszy raz - zrobił oczy szczeniaczka i dzióbek.
- Ja cię nie pocałuję... Ja cię zgwałcę! - popchnąłem go na łóżko.
     
~*~

I know, I know ;_; Najkrótszy ze wszystkich rozdziałów =_=
Miała być jeszcze scenka yaoi, ale zabrakło weny TT^TT
Teraz... Moja mama chce zebrać sobie plony w grze na Facebook'u, soł... Miłego komentowania! xD

21.03.2013

05. “To tylko zabawa!„~

    Dziewczyny stały naprzeciw siebie z szeroko otworzonymi oczami. Wzrok Carolyn nie różnił się od typowego - powiększone źrenice i podejrzany zaciesz na ustach w kształcie banana, natomiast noona, przesadny grymas wymalowany na twarzy.
- Wredota - zamuczałem. - Ty głupia pizdo, która przypomina konia.
- Ty pizdowaty chuju. - odpowiedziała.
- Wy zawsze się tak nazywacie? - zapytała lekko speszona Carolyn.
- Ta oto tu stojąca zakonnica - pokazałem rękoma na NeulHae. - Zawsze ma jakiś dupowaty problem.
- Ponieważ ten pizdryk zapoznaje mnie z niewłaściwymi osobami!
      Osłupiałem z wrażenia jakie wywarła na mnie reakcja Nae.
- KURWA! - krzyknął Młody.
Ja i Nae wybuchnęliśmy śmiechem niczym dziki, a Carolyn patrzyła na GimHae z niedowierzaniem. Młody zaczął tarzać się po ziemi jak upośledzony, my natomiast zachowaliśmy trochę honoru i jedynie pizdnęliśmy w ścianę. Czułem jak zaczyna boleć mnie brzuch od tego śmiechu, lecz za żadne skarby nie mogłem przestać. Gdy wszyscy opanowali emocje, Nae kwiknęła niczym dorodna świnia. To był mój koniec - ocharchałem T-shirt okazałym smarkiem... Carolyn parsknęła śliną w moim kierunku. Teraz to już byłem obsmarkany i zapluty. 
- Rzygam! Rzygam!! - kwiczała Nae, trzymając się za głowę.
Nic tak nie jednoczy ludzi jak wspólna hahawka. Oparłem się o Młodego i zostawiłem na nim moją wydzielinę z kulfona. Ten darł się jak szatan, próbując strzepać z siebie odchody. Na całym holu słychać było śmiechy dzikich osłów. 
Oparłem się o futrynę i patrzyłem na całą trójkę dławiącą się łzami ze śmiechu. Z kim mi przyszło żyć na stare lata?
- Oppa? - jakaś moc nieczysta dźgnęła mnie między żebra.
- Co do...?! - poleciałem do przodu na historyczną podłogę.
- Hyun oppa, z czego się tak śmiejecie? - uśmiechnęła się SooRi.
Ukradkiem spojrzałem na przyjaciół, którzy byli już całkowicie ogarnięci i poważni.
- Jezusie z Nazaretu... - westchnąłem. - Czemu mi to zrobiliście?!
- Oppa dzisiaj wieczorem idę do klubu i pomyślałam, że będziesz chciał iść ze mną?

Pomrugała szczenięcymi paczałkami i wydęła policzki jak chomik. 

- Oppa, tam będą tylko nastrojowe balladki i różnej maści słodkie jak pączek z lukrem kawowe songi. To taki raczej jazzowy klub, wiesz?

- Zakonnice chodzą do klubów jazzowych....o Nae nadajesz się!

- Weź Hyun, będzie fajnie! - namawiała SooRi
- Dżizas. A nich ci już będzie...


·•●wieczór●•· 


     Szykowałem się do spotkania z SooRi. GimHae odprowadził Carolyn do jej mieszkaniaJa zostałem z Nae. Nae otworzyła drzwi do mojego pokoju, w którym aktualnie się znajdowałem i pizdnęła mnie przy okazji.
- Pizdryk jebany!

- Nie moja wina, że tamta donica chce mnie gdzieś wyciągnąć!
- Jaki szatan tobą miota, że idziesz do klubu jazzowego? - zdziwiła się.
- Sraki, jak nie wiesz jaki. A teraz przepraszam, idę do SooRi.
          Wyszedłem z hotelu i głośnymi, wieczornymi ulicami Seulu udałem się do wieżowca agencji SooRi, gdzie podobno upiększała swoje uroki. Windą wjechałem na piąte piętro. Skierowałem kroki ku garderobie, w której przygotowywała się przyjaciółka. Otworzyłem drzwi i zderzyłem się z idącą HyoKi.
- Ty potworze!! - zaczęła krzyczeć.
- Przepraszam HyoKi seonbae! Nie zabijaj mnie! - zasłoniłem twarz rękoma.
Zamiast uderzenia poczułem dotyk ust na odsłoniętej części policzka.
- Oppa, wybacz mi za HyeGi unni. - SooRi złożyła pocałunek na mojej facjacie.
- To ja powinienem przepraszać, nie ty, albo HyoKi...

- Hyun oppa, jeszcze trochę pudru i możemy iść. - uśmiechała się.


Ładną, ładną mordkę miała. O dziewczynie takiej jak SooRi można powiedzieć wiele, a każda teza prawdopodobnie będzie się zgadzać. 
Wyszliśmy na dwór. Taksówka stała niedaleko drzwi, więc nie musieliśmy czekać. 
- Chodź oppa! To tylko zabawa! - pociągnęła mnie i wylądowałem na niej na samochodowym fotelu...

12.03.2013

04. Odważne serce~

·•●tego samego dnia wieczorem●•·  

        Siedząc na kanapie, myślałem o Carolyn. Gdybym przedstawił ją Nae, a potem powiedział, że kocham GimHae pewnie była by mniej agresywna... Chociaż, po tej kobiecie można spodziewać się wszystkiego. Ni stąd, ni zowąd pojawił się Młody z informacją o wcześniejszym powrocie NeulHae.
       O Boże... Ona zorientuje się, że coś się dzieje. Włączyłem telewizor, by się odstresować. Kilkaset kanałów i niczego ciekawego...
- Hyung... - stanął w przejściu między kuchnią i salonem - Chciałbyś się ze mną... No wiesz... Kochać?
Te słowa były dla mnie jak nóż wbity w plecy. Zastanawiałem się czy to nie żaden zdradziecki plan Nae. Wróci do domu i zastanie mnie i GimHae, liżących się na kanapie.
- Nie. A co jeśli, noona wejdzie do domu i nas przyłapie? Wiesz co by wtedy było? Musiałbym spieprzać, gdzie diabeł mówi : “dobranoc„!
- Proszę! - wstałem i ruszyłem w stronę mojego pokoju - Hyung!
- Powiedziałem, że nie?! - zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Zza ściany usłyszałem chlipnięcie. Nie jestem bezdusznym potworem, więc wyjrzałem z pokoju. Młody siedział skulony na fotelu.
- GimHae - rzuciłem skarpetką w jego stronę. - Uśmiechnij się!
- I don't worry, I am happy...
- Ty mały... kalafiorze! Wiesz, że jestem słaby z angielskiego, to jeszcze do mnie coś rozmawiasz w tym dzikim języku. - zaśmialiśmy się.
- Hyung, na ciebie nie da się gniewać albo być smutnym w twoim otoczeniu.
- To dobrze...
Usłyszałem prawie niesłyszalne pukanie do drzwi. Nie zważając na to, co zrobi Młody, wstałem i je otworzyłem.
- HyunSung hubae! - uścisnęła mnie za szyję.
- Noona! Dusisz mnie!
- Przepraszam, skarbie. Nie chciałam. - wysłała mi buziaka.
- Nae! Muszę ci powiedzieć coś ważnego! - poczułem jego dotyk na biodrze.
- Wal śmiało! - zaśmiała się.
Modliłem się, by GimHae tego nie powiedział. Chociaż NeulHae była w najlepszym humorze.
- Noona, ja i hyung...
- Nie! Nie!! Ty pedale! - zdzieliła mnie torebką po głowie. - Po co ja cię, kurwa brałam tu ze sobą?!
- Noona!! Uspokój się! - odciągnął ją ode mnie i posadził na fotelu. - Ja to zacząłem.
- To i tak nie zmienia faktu, że rozszarpię HyunSunga przy najbliższej okazji...
- Nae, daj Młodemu dokończyć. - odchrząknąłem.
- Kocham HyunSunga i możesz mnie za to nawet wykastrować, ale to i tak nic a nic nie da. - złapał mnie za rękę.
- Aigoo... Nie mam nic do powiedzenia, prawda? - załamała się.
- Hmm... - zaczął GimHae. - Mamy też dobrą wiadomość!
- Poznaliśmy dziewczynę, z którą się zaprzyjaźnisz od pierwszego wejrzenia... - dopowiedziałem.


·•●kolejny dzień●•· 

     Czułem czyiś oddech na ramieniu. Leniwie otworzyłem oko i zerknąłem na bark. Ujrzałem śliczną jak dla mnie twarz GimHae. Oddychał wolno i głęboko.
- Jestem w niebie... - Westchnąłem sam do siebie.
- Ja też... - Przemówił cichy, znajomy głos. - Jak się spało hyung?
- To najwspanialsza noc w moim życiu...
- Noona... Bardzo na ciebie krzyczała, gdy ja zasnąłem? - Mruczał.
- Kazała mi cię zanieść do mojego pokoju i położyć się obok ciebie. - Pocałowałem go w czoło.
     Młody przekręcił się i spadł z (na szczęście) niskiego łóżka. Zaśmiał się się z siebie, po czym wstał.
- No, hyung - już wpół do dziewiątej, może czas spotkać się z SooRi? - Przeciągnął się.
Ja oczywiście byłem za bardzo leniwy oraz zaspany, by zrobić to samo co mój luby. Wprawdzie miałem numer do “przyjaciółki„ - zawsze mogliśmy umówić się w jakimś ustalonym miejscu. GimHae wyszedł z pokoju, zostawiając otwarte drzwi. Chciałem posłuchać jaką wiązankę wyrazów przygotowała na mnie Nae.  Zdziwieniem było to, że noona nie wyzywała mnie od pedałów i pedofilów, a mówiła na mnie miłe słowa. Fajnie tak czasem posłuchać, jak ktoś przyznaje ci rację i pozwala (jedynej) osobie z rodziny się z tobą kontaktować. Popatrzmy na moją osobę ze strony znajomych : dziwoląg i gej “gwałcący 16-letniego chłopca„ - takie cechy daje się złym charakterom.
- HyunSung - Zaświergotał Młody. - Przedstawiamy noonie Carolyn?
Biedna dziewczyna jeszcze nie wiedziała co ją czeka, gdy pozna Nae.
- Carolyn? Jak mniemam to dziewczyna? - Wstałem z miejsca spoczynku i podszedłem do rodzeństwa.
- Nie idziemy do SooRi? - Przytuliłem Młodego.
- Chłopaku, zdecyduj się! Nie chcę, byś złamał serce mojemu bratu!
- Ile razy mam powtarzać, że nasza gwiazdka jest moją, kurwa, pieprzoną przyjaciółką?!
NeulHae i GimHae zabrakło słów w gębie. Oboje się uśmiechnęli, po czym otrzymałem ciepły uścisk od noony i Młodego.
Zastanawiało mnie tylko, jak wyjaśnię rodzicom, że mój “brat„ będzie moim chłopakiem... Ojciec to były wojskowy z homofobią, a matka - (wcale nie lepsza) dentystka... Powiedzieć im, iż syn (jedynak) raczej nigdy nie będzie miał potomstwa, w końcu facet chyba nie zajdzie w ciążę.
- Hyung, słońce! - Wyrwał mnie z zadumy. - Zakałapućkałeś się?
- Co zrobił? - Zdziwiła się Nae.
- Zamyśliłem się - przyznam ci rację. Znów myślałem o mojej chorej rodzince...
NeulHae dobrze znała swojego sponsora, zatem wiedziała o czym do nich przemawiam, natomiast Młody wyobrażał sobie o mnie nieprawdopodobne rzeczy. No przecież, mam tą część rodziny, której oni nie mają...
- HyunSung, skoro powiedzieliście mi... - zaczęła Nae.
- NIE! Noona, oni są inni!Im nie wyjaśnisz, że homoseksualizm to nie choroba... - padłem przed nią na kolana.
- HyunSung!- podniosła mnie, ciągnął z całej siły za ręce. - Będę prostolinijna - nic ci nie zrobią! A jeśliby, któreś z nich podniesie na ciebie rękę, pamiętaj... Ja stanę w twojej obronie...
Od kiedy pamiętam Nae nie rzucała słów na wiatr. Podobnie z wyrażaniem swojej opinii - żadnego kłamstwa, co z jednej strony to była jej dobra cecha, a zarazem wadą. NeulHae opowiadała : będąc 7-letnią dziewczynką, gdy GimHae miał zaledwie kilka miesięcy, czuła, że stanie się coś złego. Tak też było dziesięć lat później w jej siedemnaste urodziny wybuchł niespodziewany pożar. Ona uratowała młodszego brata i siebie, lecz nie udało jej ocalić śpiących rodziców. Ból jaki przeżywali, mieszkając w domu dziecka był nie do opisania. Wtedy udało mi się ich poznać. Gdy Nae była już pełnoletnia, moi rodziciele pozwolili im u nas zamieszkać. Do dziś z nooną i z Młodym nazywamy to  “Cudem Pieśni Kuli*„.
- Ja pójdę po Carolyn. - nałożyłem jeansowe szorty i zbiegłem na parter do wyjścia na basen.
Szukanie blond łba wśród morza czarnych kudłów nie było wcale takie trudne.
- Annyeong, HyunSung oppa~! - zapiszczała.
- Annyeonghaseyo! - podszedłem do niej, a właściwie do niej i jej leżaka. - Carolyn, siostra przyjaciela chciała byście się poznały.Co ty na to?
- Kiedy?! - natychmiast wstała i znalazła się bardzo blisko mnie. Jej wielkie oczy wpatrywały się w moje jak w dzieło sztuki.
- O każdej porze dnia i nocy, w każdej sekundzie. - potrząsłem głową.
- Teraz!! Aigoo! Nie wierzę! Poznam kogoś nowego~!! - Przez jej głos, aż piszczało mi w uszach. - Oppa! Chodźmy, chodźmy!
Prowadziła mnie, jakby znała drogę. Gdy ja zatrzymałem się pod naszymi drzwiami, Carolyn podskoczyła z radości.
- Familio! Wróciliśmy! - krzyknąłem, otwierając drzwi.
- Eee... Achim insa. - przywitała się, chociaż Nae i Młody stali w drugim końcu pokoju.
- Carolyn! - uszczęśliwił się GimHae. - Poznaj Nae, moją starszą siostrę.
- Miło mi, Gong NeulHae - Nae podała jej rękę.
- Carolyn Kim. Mnie jeszcze milej!

*Cud Pieśni Kuli - Pieśń to tłumaczenie nazwiska Song, natomiast Kula - Gong. ^.^

02.03.2013

03. Obca~

      Następnego dnia obudził mnie... skrzek Nae. Co za kretyn drze się przed szóstą?! Zaciekawił mnie powód tego hałasu. Wstając z łóżka poślizgnąłem się o  “świerszczyka„. W ostatniej sekundzie udało mi się złapać równowagę i nie uderzyć po raz kolejny o podłogę.
     Galopem ślimaka wybiegłem do salonu, skąd pochodził dziwny głos. W pierwszej chwili miałem ochotę roześmiać się jak psychol. Na kanapie siedziała Nae i robiła makijaż. Jej twarz była wymazana w czerwonej szmince. Jakim byłbym głupcem, gdybym wtedy wydał z siebie nawet najcichszy chichot. To samobójstwo w czystej postaci.
Mrugając raz po raz, wróciłem do pokoju. Rozłożyłem się na łóżku, jednak nie zasnąłem. Przyglądałem się sufitowi. Wydawał się bardziej interesujący, niż zawsze. Mijały minuty, a ja wciąż wpatrywałem się w sufit. Nie sądziłem, że ktoś może stać nade mną ze zdziwioną miną. Leniwie podniosłem głowę.
- O, cześć GimHae - uśmiechnął się - Czemu nie śpisz? Jest dopiero siódma...
- Po co miałbym spać, kiedy mogę z tobą przebywać? Hm?
- Młody... Dobijasz... - parsknąłem.
- Hyung - aegyo. Aegyo everywhere - Nie wygonisz mnie, prawda?
- Ech, kładź się obok! - posłałem mu buziaka.
- Na prawdę? Mogę? HyunSung! Kocham cię! - rzucił się na łóżko. Spojrzałem na jego bokserki - kaczuszki. Kto nie lubi kaczuszek?
Nakryłem go kołdrą i przytuliłem. Tak bardzo chciałem pocałować jego malinowe usta...
- Może to zabrzmi trochę dziecinnie... Co znaczy dla ciebie miłość? - wtulił się w moją koszulkę.
- Miłość... ‘Miłość znaczy dla mnie wiele... To takie dziwne uczucie atakujące nagle... bądź z czasem...’ Nie wiem... Nie da się określić... kiedy się zakochasz... To... przyjdzie, gdy będzie chciało...
- Jesteś taki mądry... HyunSung, jesteś moim mistrzem! - pocałował mnie w policzek.
- A myślałem, że kochankiem - zaśmiałem się - Mój mały, słodki GimHae.
- Kochankiem? Ja nie mam dziewczyny.
- Jak się tylko mówi, głuptasku.


·•●trzy godziny później●•·


         Ubraliśmy się i zrobiliśmy śniadanie w postaci : jogurtu, grejpfrutów i soku pomarańczowego. Wyszedłem na balkon, by stwierdzić czy warto iść gdziekolwiek. Wakacje dopiero się zaczynały, a Seul był rzeczywiście duży. Półtora miesiąca wolności... Wierzyć się nie chciało.  
Słońce świeciło, ale dało się wytrzymać. Pomyślałem o basenie. W taką pogodę najlepiej jest lenić się w wodzie. 
-Młody! Szykuj kąpielówki! - wkroczyłem do mojego pokoju. W pobojowisku trudno było odnaleźć torbę z ubraniami.
- Kogo?! - odezwał się z łazienki.
- Nie kogo, tylko gdzie! - wygrzebałem spodenki i japonki. Podszedłem do drzwi toalety i zapukałem - Idziemy na basem?
- Jeszcze pytasz!
       Wróciłem do siebie i przebrałem się. Wysłałem uśmiech do lustra. Byłem znany z lekkiego narcyzmu, który jeszcze dało się znieść. W wejściu stanął Młody.
- Już się przebrałeś? - przeleciałem go wzrokiem od stóp do głowy.
- Wiedziałem, że pójdziemy na basen i dlatego wziąłem ubranie ze sobą... - zaśmiał się szyderczo.
- Ty zawsze wszystko wiesz!
- Wiem... - uśmiechnął się.
       Kilka minut później wyszliśmy z mieszkania. Klucze zostawiłem pod wycieraczką, gdyby Nae wróciła wcześniej od nas. Znowu trzymaliśmy za ręce. Kochałem go z całego serca. Nie jak brata, bo tak myśleli moi rodzice i NeulHae - on był moim chłopakiem. Nikt o tym nie wiedział, i nikt nie miał się dowiedzieć. To się jednak zmieniło... Lecz - o tym w swoim czasie.
Basen... Basen był po drugiej stronie hotelu. GimHae rzucił ręczniki na wolny leżak i odprężył się na drugim, stojącym obok niego. Ja zdjąłem japonki i usiadłem na krawędzi basenu. Zacząłem tęsknić za Mokpo... Ale nie za rodzicami. Uśmiechałem się sam do siebie. Jestem psychopatą... 
Odwróciłem się do GimHae. On uśmiechnął się i pomachał. Minutę później straciłem kontakt z rzeczywistością... Rozmyślałem, jak powiedzieć Nae o mnie i o GimHae...
- Emm... Przepraszam... - usłyszałem dziewczęcy głos, jednak pomyślałem, że tylko mi się wydaje - Siedzisz na moim klapku... 
Coś mocno przywaliło mi w policzek. Odskoczyłem jak poparzony.

- Usłyszałeś! - klasnęła w dłonie.
- Kim ty jesteś i czemu mnie policzkujesz?! - zdumiałem się.
- Nie chciałam tego robić, ale nie reagowałeś - nade mną stała niewysoka dziewczyna z klapkiem w dłoni - Ya, na prawdę nie chciałam!


- Dobra... - zrobiłem kapryśną minę - O co chodziło?
- Chciałam wyjąć klapka spod... No wiesz... No... Twojego tyłka. -roześmiała się.
- Siedziałem na bucie?! - otworzyłem usta.

- Jestem Carolyn Kim, ale znajomi wołają na mnie HaiLin - przedstawiła się - A ty?
- Ja? HyunSung Song, miło mi. - zerknąłem na... śpiącego GimHae.
- Mieszkasz tu? - usiadła obok mnie.
- Przyjechałem z... przyjacielem i z jego siostrą na wakacje.
- Och, jaka szkoda! Myślałam, że się zaprzyjaźnimy! Za tydzień mam urodziny i chciałabym was na nich zobaczyć. 
- Urodziny? Które, jeśli można spytać? 
- Hmm, piętnaste. - przygryzła wargę.
- Jesteś jeszcze bardzo młoda, wiesz? - poczochrałem jej włosy.
- A ty ile masz lat, staruchu?! - poprawiła fryzurę.
- Dwadzieścia. - spojrzała na mnie jak na pedofila.

- Będę ci mówić seonbae! A potem oppa! - w jej oku pojawił się blask.
     Carolyn wróciła do domu z matką, a my zostaliśmy jeszcze przez chwilę. Szykowała się impreza, może w gronie młodszych od nas - ale zawsze impreza.


·•●●•·
Rozdział krótki i niezbyt przemyślany... szczególnie końcówka, bo kochany JH mnie dotknął dupą po twarzy       na śniadaniu... Kto o zdrowych zmysłach je w samych bokserkach i T-shircie? xDD
Jak by tego było mało miałam w ustach parówkę... @.@
Już nigdy do niego nie przyjadę... Aa, i jeszcze mnie zepchnął ze stołu na Bertę (psa z nadwagą 5kg) xDD
Ehh, nie mam za bardzo czasu, bo gadamy z Satori i z Shią... ;>
P.S. - Z sensem miłości pomagała mi Satori. ♥♥♥♥♥